Idealna miara wzrostu cen.
 Oceń wpis
   

Jakiś czas temu natknąłem się na interesujący artykuł na stronie slate.com, którą serdecznie polecam. Poruszył on sprawę sposobów mierzenia inflacji. Od tych najkosztowniejszych (urzędy statystyczne) po relatywnie tanie, ale jak mawiają urzędnicy - wypaczające rzeczywistość (z pewnością mówią tak, ponieważ boją się bezrobocia).

Skoro dążymy do załatwiania wszystkiego przez internet, również zmiany cen powinniśmy śledzić sprzed komputera a nie wysyłając tłumy statystyków do sklepów. Właśnie na taki pomysł wpadli dwaj wykładowcy z MIT, którzy już jakiś czas temu uruchomili Billion Prices Project, który mierzy ceny w 5 mln produktów u 300 sprzedawców z 70 krajów. Jak można się domyślać najbardziej zaawansowane prace trwają w USA, a w zasadzie tam tylko dodawane są kolejne e-sklepy by jeszcze wierniej odzwierciedlać rzeczywistość. Jedną z zalet BPP jest codzienne (a nie np. miesięczne) publikowanie danych co pozwala wysnuwać wnioski dotyczące mikrocykli cenowych (jeden z autorów BPP opublikował już artykuł na ten temat). Oprócz tego BPP w wersji bardziej rozbudowanej (a na to się zanosi) będzie bardziej wiarygodny niż "kombinowane" w ostatnich latach CPI (zmiany metodologii - zainteresowanych odsyłam do Biuletynu Gospodarczego Bankier.pl z czerwca ubiegłego roku). Dzięki BPP otrzymujemy również użyteczne narzędzie do porównań pomiędzy oficjalnym CPI a BPP. Poniżej wykres dla USA.

 

link do artykułu: www.slate.com/id/2278623/

link do BPP: bpp.mit.edu/

Komentarze (1)
quantitative easing 2
 Oceń wpis
   

Ostatnio Fed zapowiedział drugą turę skupu obligacji (o wartości 600 mld dolarów) w celu wzrostu podaży pieniądza. W listopadzie wynosiła ona ok. 1832 mld dolarów dla porównania w grudniu 2008 roku agregat M1 wynosił blisko 1602 mld dolarów*, co daje nam wzrost o 14% w ciągu niespełna dwóch lat. Zgodnie z ilościową teorią pieniądza, stopa inflacji również powinna wynosić ok. 14 % w okresie dwóch lat (czyli ok. 6,7% rocznie). Gdy spojrzymy na inflację CPI lub PPI to przekonamy się, że ktoś musiał modyfikować te wskaźniki po to, by były "wygodniejsze" dla rządzących. Wszystko to ma jakąś mroczną otoczkę. Warto jednak pamiętać by z ilościowym poluzowaniem nie przesadzić.

A propos, znalazłem na blogu prof. Rybińskiego ciekawy filmik tłumaczący QE (wiem ostatnio go krytykowałem, może przeczytał mój wpis i zrozumiał, że trzeba coś interesującego czasem wrzucić). Tu link do niego: www.youtube.com/watch

Nie zgadzam się tylko z tym, że Ben Bernanke został prezesem Fedu ze względu na brodę, myślę, że ma on więcej zalet (osiągnięcia naukowe itd.). Zresztą taka tuza ekonomii jak Stanley Fischer również wierzy w moc QE (odsyłam do wczorajszego "ekskluzywnego"  wywiadu w Quest Means Business na CNN.

____________

*dane wyrównane sezonowo, pochodzą ze strony www.federalreserve.gov/releases/h6/current/

Komentarze (1)
Quo vadis Krzychu?
 Oceń wpis
   

Dziś na blogu prof. Krzysztofa Rybińskiego przeczytałem, że postanowił on napisać program reform gospodarczych dla Polski. Co ciekawe napisze to dla ruchu Polska Jest Najważniejsza (gdyby ktoś nie wiedział znajdują się tam liberałowie pisowscy, którzy postanowili zdobyć głosy niszy niezagospodarowanej przez POPIS). Jeszcze bardziej intrygujące jest to, że całkiem niedawno (ok. pół rok temu) na tym samym blogu Jego Magnificencja Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej dał do zrozumienia, że w politykę nie zamierza się bawić - z jednym zastrzeżeniem - mianowicie gdyby miał być premierem.

W takim razie co stało się z prof. Rybińskim? Tym, którzy przeglądają jego bloga nie trzeba długo tłumaczyć, że kiedyś psiał on dość ciekawe notki nt. bieżącej sytuacji, teraz ograniczyło się to do krótkich komunikatów: jutro w gazecie X będzie wywiad ze mną/mój felieton, w którym pokazuję...

Jak widać z wiceprezesa stał się rozpoznawalnym ekonomistą (znienawidzonym przez rząd), rektorem prywatnej uczelni, zajmuje ważne stanowiska w pewnej firmie, więc teraz czas na politykę (i niech nikt nie mówi, że przyjaźń między nim a Poncyljuszem jest na krótko). Czekamy aż Krzysiu wyskoczy z lodówki!

Dla niezorientowanych:

www.polskajestnajwazniejsza.pl/

www.rybinski.eu/

Komentarze (2)
Znaczenie wydatków na badania i rozwój.
 Oceń wpis
   

Zanim zaczniesz czytać proszę pomóż klikając (strony typu Pajacyk) blog.pomagaj.info/2006/11/12/klikaj-i-pomagaj-spis-stron/

Badania i rozwój (R&D) to bardzo ważne dziedziny życia gospodarczego, dlatego też tyle raportów publikowanych ostatnimi czasy porusza ten temat. Jak wiemy Agenda Lizbońska, największe „osiągnięcie” Unii Europejskiej, zakładała wzrost nakładów na R&D do 3 % PKB danego państwa.

Ostatni Factbook OECD pokazuje nam wartość tychże nakładów w krajach członkowskich OECD, krajach BRIC i innych ważnych (np. Chile). Statystyki dotyczą 2008 roku (lub wcześniejszych w przypadku braku danych) i trzeba przyznać, że ten widok nie należy do najprzyjemniejszych. Unijni biurokraci już powinni myśleć, co poszło nie tak, że w ciągu 8 lat niektóre kraje cofnęły się w tym aspekcie (np. Luksemburg, Finlandia). Co prawda oddać trzeba, że wzrosty występowały w starych krajach UE, jednak też nie powaliły na nogi. Nowe kraje, których w Unii nie było w czasie przyjęcia Agendy Lizbońskiej, cofnęły się tak jak Finlandia i Luksemburg. Polska (bo chyba ten członek UE najbardziej nas interesuje) w 2008 roku osiągnęła poziom 0.61 % PKB. Aby lepiej sobie uświadomić zmianę tego wskaźnika, rzućmy okiem na wcześniejsze lata i tak: 2005 r.- 0.57, 2000 r.- 0.64, 1995 r.- 0.63. Warto również dodać, że w przed 89 r. ten wskaźnik był dużo wyższy, ale nie będę się wypowiadał na temat innowacyjności Polskiej Republiki Ludowej, ponieważ nie pamiętam tych czasów.

Taki kiepskawy wynik nijak ma się do zachodniej idei knowledge-based economy, wątpię czy ta tendencja zostanie przełamana, ale jak na razie nie zapowiada się na to. W długim okresie z pewnością oberwiemy. Jeszcze bardziej przejmujące są komponenty tego wyniku (w sensie 0,61% PKB). Od dawna postuluje się, aby prywatne przedsiębiorstwa najwięcej wkładały do R&D. Jak jest w Polsce? 

Sektor
Razem
Przedsiębiors.
Państwo
Szkol. Wyższ.

Wkład

0.61
0.19
0.21
0.20

 Z tabeli można wywnioskować, że każdy sektor wkłada trzecią część wydatków na R&D. W niektórych krajach ważną rolę odgrywa prywatny sektor non-profit, jednakże w Polsce jego część wynosi 0%. Wydatki na R&D mają ogromne znaczenie, ponieważ od tego zależy czy dopuścimy do drenażu mózgów (często słyszymy o młodych naukowcach niemających porządnych narzędzi badawczych). Koniec końców wartość tych wydatków wpłynie na to, co za parę lat będziemy eksportować, a dokładniej jaki będzie udział produktów hi-tech w eksporcie. Dane Eurostatu również nie pozostawiają nam złudzeń.

Wyprzedza nas nawet Bułgaria, która później wstąpiła do UE. Ciekawe jest też to, że Czesie przeznaczają prawie dwukrotnie mniej od Szwedów na R&D (w stosunku do PKB), jednakże mają porównywalny udział produktów hi-tech w eksporcie.

Jaka płynie dla nas lekcja? Nie tylko drogi, nie tylko nieefektywne szkolenie z pieniędzy Europejskiego Funduszu Społecznego, ale także nauka, bo jak mówi powiedzenie: Ucz się, ucz – to potęgi klucz.

Komentarze (2)
Jak uniknąć kolejnego kryzysu finansowego?
 Oceń wpis
   

Kolejny ekspert zna jedyną odpowiedź na pytanie w tytule, jednak słyszymy to już od kilkunastu miesięcy. Swoją receptę na kryzys ma już każdy szanujący się finansista. Czasami są to przeciwstawne idee (patrz Kołodko versus Balcerowicz – pierwszy uważa, że ingerencja państwa była zbyt mała, drugi, że zbyt duża). Czas wręcz znaleźć jakieś sensowne rozwiązanie (oczywiście każdy ekspert uważa, że jego jest najlepsze), tzn. należy szukać złotego środka.

Ostatnio na ten temat rozmawiało światłe grono w ramach jednego z paneli konferencji z okazji 15-lecia Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Receptą MFW są regulacje, które powoli zaczynają krępować działania inwestorów (choćby w Niemczech). Dziś Fundusz jest już przekonany o potrzebie zmian, nie pyta już o ich zasadność, lecz snuje pomysły na temat kształtu tychże regulacji. W czasie 15 urodzin BFG A. Raczko (były minister finansów, teraz visting scholar w MFW). Były minister wspomniał także m.in. o potrzebie wprowadzenia mechanizmów działających antycyklicznie na gospodarkę (choć przyznał, że wymyślenie takich mechanizmów nie jest bynajmniej proste i oczywiste), ograniczenia możliwości prowadzenia przez banki szczególnie ryzykownych rodzajów transakcji, zwłaszcza na własny rachunek (tzw. Volcker’s rule), lepszej ochrony konsumentów i wreszcie – co rymuje się ze wspomnianymi na wstępie tekstu słowami Angeli Merkel – takimi formami opodatkowania banków, które zmniejszą ich apetyt na ryzyko. MFW uważa także – referował profesor Raczko – że niezbędne są rozmaite kroki mikroostrożnościowe, w rodzaju podwyższenia kapitałów własnych instytucji finansowych, ostrzejszych norm płynnościowych, lepszego zarządzania ryzykiem czy takich zmian standardów księgowych, które utrudnią wyprowadzanie kłopotliwych pozycji poza bilans. To wszystko wymaga – rzecz jasna – kooperacji w skali międzynarodowej, zarówno jeśli chodzi o regulacje prawne, jak i współpracę nadzorów. Innym pomysłem MFW jest powołanie paneuropejskiego nadzoru finansowego w zamian krajowych instytucji. Pomysły ciekawe, jednak moim zdaniem trudne do zrealizowania. Już na World Economic Forum w Davos tuzy światowej ekonomii i finansów grzmiały, jakoby miały zostać wprowadzone rygorystyczne ograniczenia działalności np. banków inwestycyjnych.

Świetny pomysł ma Elemer Tertak, dyrektor w Komisji Europejskiej, odpowiedzialny tam za kwestię regulacji finansowych. W przedstawionym programie unijnych regulacji znalazła się idea zwiększenia wkładu do systemu zabezpieczającego depozyty bankowe, instytucji, które byłyby bardziej wyeksponowane na ryzyko. Taka decyzja mogłaby spowodować spadek dochodowości ryzykownych transakcji, co skutkowałoby zniechęceniem banków do ich przeprowadzania.

Inny aspekt gwarancji poruszył L. Balcerowicz, który stwierdził, że im większe ustawowe gwarancje, tym mniejsza motywacja do prowadzenia racjonalnej polityki prze bank. W dalszej części swojego wystąpienia skrytykował on nieracjonalną politykę fiskalną, monetarną etc. Był szef NBP, powiedział, że świat brnie w złą stronę, chcą regulować rynki, jego zdaniem mechanizmy rynkowe wystarczyłyby np. do zapobieżenia syndromu „too big to fail”.

W każdej z przytoczonych opinii jest źdźbło prawdy. Myślę jednak, że najlepszym rozwiązaniem nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie byłoby wprowadzenie czegoś na wzór ustawy Glassa-Steagalla. Dlaczego? Pozwoliłaby ona oddzielić banki tradycyjne od inwestycyjnych. Dzięki temu osoby gorzej wyedukowane ekonomicznie mogłyby korzystać ze zwykłych banków, a te, które nie zadowolą się kontem osobistym, mogłyby zasmakować CDSów i innych pochodnych, w ogóle wszystkich instrumentów finansowych. Oczywiście osoby żądne „finansowej adrenaliny” musiałby zrzec się roszczeń w razie upadku banku inwestycyjnego. Tak aby kryzys finansowy nie przeobraził się w kryzys realnej gospodarki, wypadałoby zakazać przedsiębiorstwom interakcji z bankami inwestycyjnymi. I kryzysu by nie było, koniec kropka :)

Wpis na bazie tekstu Ryszarda Holzera w Obserwatorze Finansowym.

 

Komentarze (1)
WIG w górę! Jak długo?
 Oceń wpis
   

„Indeksy w górę!”, tak dziś napisał kumpel (początkujący inwestor) na koniec sesji w Warszawie. Oczywiście nie mogę zaprzeczyć, że dziś WIG20 ładnie odrobił, ale co będzie jutro? A za miesiąc? Ro? No właśnie, przy takich przewidywaniach nie towarzyszy nam euforia. Jedni mówią, że po stymulusach zaaplikowanych przez rządy, gospodarki powróciły już na właściwy tor. Inny mówią, że wraz z wycofywaniem pakietów pomocowych zacznie spadać aktywność gospodarcza. Pewnie prawda jest gdzieś pośrodku.

Gospodarka globalna ma niezłe fundamenty makroekonomiczne. Mało tego rynek został oczyszczony z nieefektywnych podmiotów (hipoteza kreatywnej destrukcji Schumpetera). Pakiety nie są też wygaszane kaskadowo, lecz jest to powolne wycofywanie pomocy.

Tak więc nie obawiam się o realną gospodarkę. Inaczej jest w przypadku światka finansowego. Mianowicie spójrzcie sobie na zadłużenie państw OECD. Przytłaczająca większość przekracza krytyczny poziom (wg OECD 50% PKB). Liderami są Japonia 190%, Włochy 115%, Grecja 113%, Belgia 99%. Gdzie tu konsekwencja w przestrzeganiu statutowych ustaleń? Zresztą mniejsza o to, państwa rozwinięte zaczną walkę na obligacje. Bundy podskoczą o 1 pkt procentowy lub mniej, a jeśli podskoczą bundy to, co pozostanie na tym samym poziomie? Skoro obligacje, bez ryzyka (sic!), będą przynosiły taki dochód, to inwestorzy o słabszych nerwach odwrócą się od rynku kapitałowego. Przedsiębiorstwa będą musiały wypłacać wyższe dywidendy etc.

Miało być tak pięknie... ale zamiast „V” czy „U” możemy mieć „L”

A na razie trzymajmy kciuki za współwłaścicieli PZU, którzy będą chcieli zarobić na lewary.

PS W momencie pisania BUX i IBEX35 miał dwucyfrówkę.

 

Komentarze (1)
Perspektywy rozwoju GPW
 Oceń wpis
   

Jeszcze chwila, a na Książęcej 4 zacznie się wielka rozbudowa. Już niedługo kapitalizacja Giełdy Papierów Wartościowych przekroczy 10 bln zł, a to za sprawą naszych pobratymców z południa i wschodu. Tak moi drodzy, to piękna wizja naszego Warsaw Financial Center, który wkrótce może zostać przemianowany na CEE Financial Center. Może niektórzy już słyszeli o perspektywach rozwoju warszawskiego parkietu, które to zależą tylko i wyłącznie od prywatyzacji naszej giełdy.

A przecież wiemy, że i to jest w toku, więc Rada Giełdy zebrała się 30 kwietnia 2010 r. i zaktualizowała strategię jej rozwoju, przy czym za optymalny horyzont wykonania tegoż planu jest rok 2012 r. Sobolewski przyznał, że GPW już jest liderem regionu pod względem wartości rynku, obrotów i różnorodności dostępnych instrumentów. Prezes dodał również, że centrum finansowe to jednak coś więcej - bardzo rozwinięte usługi inwestycyjne i finansowe, ośrodki analityczne, wyspecjalizowane profesje, które obsługują uczestników rynku. To jeszcze przed nami. Ciężko się z nim nie zgodzić, bo co z tego, że giełda będzie miała ogromną wartość skoro, system będzie padał dwa razy w miesiącu. Dlatego też GPW postanowiła wejść w alians strategiczny z jedną trzech giełd: Nasdaq OMX, NYSE Euronext i London Stock Exchange (wybór padnie na przełomie czerwca i lipca br.). Wybrany partner dostarczy nowy system transakcyjny, tak by przetrzymał największe możliwe obroty.

Pojawiają się również prognozy jakoby do 2020 r. w Europie zostanie tylko 5 giełd, więc celem GPW jest przetrwanie i uzyskanie rangi lidera CEE.

Również były prezes warszawskiej giełdy uważa, że potrzebna jest ekspansja na południe i wschód, ponieważ nadszedł czas fuzji, co wymusza na giełdach walkę pod wspólnym sztandarem. Wg niego dobrym pomysłem byłoby utworzenie odrębnej spółki, która koordynowałaby działania strony rządowej, władz giełdy i reszty zainteresowanych instytucji, w celu stworzenia prawdziwego centrum finansowego (np. na wzór Malezji, która musi konkurować z Singapurem).

Rozłucki stwierdził, że aby stać się kolejnym Kuala Lumpur, musimy ściągnąć do siebie jakieś duże przedsiębiorstwo z regionu. W ostatnim czasie mieliśmy debiuty wyłącznie polskich podmiotów, co wg niego nie pozwoli nam rozwinąć skrzydeł. Oprócz tego pierwszy prezes GPW odniósł się do sprawy płynności warszawskiego parkietu. Powiedział, że często ministrowie skarbu obawiali się, że mają tak duże programy prywatyzacyjne, że może na nie na giełdzie zabraknąć pieniędzy, jednakże on zawsze odpowiadał: proszę się stroną popytową nie martwić.

Innym aspektem, który poruszył Rozłucki na prywatyzacja GPW. Uważa, że dopóki giełda będzie własnością państwa, dopóty nie będziemy w stanie dokonywać „przejęć” innych parkietów, ponieważ nie chcą one iść w państwowe ręce (do tej pory wygrywa z nami Wiedeń, który ma kilku partnerów).

Spectrum możliwości jest duży i trzeba tę szansę wykorzystać, ponieważ własna giełda dodaje prestiżu, co wzmacniałoby naszą pozycję przetargową. Oprócz tego bycie centrum finansowym spowodowałoby wzrost jakości kształcenia ekonomicznego naszych uczelni.

Ale koniec tych mrzonek, czas na korektę!

Pozdrawiam.

 

link do wywiadu

 

Komentarze (0)
Europa na nowo
 Oceń wpis
   


Całkiem niedawno oglądałem TVN24 i prezenter mówił coś na temat nowego układu państw w Europie, który to został szerzej opisany w The Economist. Zainteresowany tą sprawą postanowiłem „wygooglować” o co dokładnie chodzi. Mianowicie w artykule pt. „Redrawing the map.”, który zaczyna się tak The European map is outdated and illogical. Here's how it should look.

Autorzy głównie wzięli pod uwagę aspekty gospodarcze, zresztą nie ma się co dziwić to nie National Geographic.

Na pierwszy ogień poszła Wielka Brytania, która będzie wg autorów zmierzyć się z dość poważnym problemem tj, systemem finansów publicznych (skąd my to znamy).

Następna jest Polska, której należy się trochę bezpieczeństwa. Bo jak na razie położenie między Niemcami i Rosją dużo złego nam przyniosła (nie chcę tu odgrzebywać tematu wojen, bo nie to miejsce, a zresztą temat rzeka). Oprócz tego eksperci uważają, że orzeźwiające powietrze Atlantyku dobrze by nam zrobiło.

Tekst naprawdę ciekawy, polecam. Przepraszam, że tylko tyle streściłem, ale sami rozumiecie, matura. 

link do artykułu: www.economist.com/world/europe/displaystory.cfm

Komentarze (0)
Warto być zieloną wyspą.
 Oceń wpis
   

Wszyscy dobrze znamy ten obrazek, ponieważ ilekroć premier Donald Tusk przemawiał na temat gospodarki, to zawsze jako tło wyświetlana była mapka z tempem przyrostu produktu krajowego brutto (PKB). Jako że świetnie poradziliśmy sobie z kryzysem gospodarczym (tak, tak udało nam się) czas, aby zbierać za to nagrody. Taką nagrodą może być przyrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ), czyli inwestycji w sensie ekonomicznym, a nie finansowym. BIZ to bardzo pożądane zjawisko, jednakże najbardziej zabiega się o greenfield, czyli inwestycje od podstaw (inwestor kupuje grunt i nic poza tym).

Jedną z instytucji zabiegających o przypływ BIZ do Polski jest Państwowa Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ), która to stworzyła spot mający zachęcić do inwestowania u nas. 

Filmik nosi dumną nazwę Share in our success. Invest in Poland. Cóż, dla analityka jasne jest, że nasz sukces opierał się na eksporcie netto i popycie wewnętrznym, więc nie zainwestują u nas koncerny samochodowe, ponieważ przeciętnego Polaka nadal nie stać na samochód z salonu. A polski budżet jest zbyt kruchy, by móc dotować taką działalność w czasach kryzysu (tak jak to robiły Niemcy). Tak naprawdę taki spot może zdziałać niewiele, choć warto próbować, lecz inwestor zagraniczny może już być zmęczony tymi państewkami walczącymi o niego (pooglądajcie CNN, a zobaczycie pasmo reklam invest in Georgia, invest in Turkey, albo The Economist Youth Voices in Kosovo etc.), tak więc nie wydaje mi się, aby spot przysporzył nam wielu inwestycji.

Moim zdaniem lepszym sposobem na dotarcie do świadomości inwestorów przy wariantowaniu inwestycji jest harmonizacja systemu podatkowego w krajach Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) oraz zaniechanie konkurencji ulgami podatkowymi przez te kraje. Oczywiście wymagałoby to dużych wyrzeczeń, lecz gra toczy się o miliardy dolarów i tysiące miejsc pracy. Jeśli ktoś z Was ma dostęp do miesięcznika Gospodarka Narodowa, to polecam artykuł dra Marcina Piątkowskiego pt. „Konkurować czy harmonizować? Zagadnienia konkurencji podatkowej w Europie Środkowo-Wschodniej”.

Inną sprawą jest to, że filmik może lecieć w TV, ale z pustego i Salomon nie naleje, ponieważ kryzys finansowy „stopił” przewartościowane ceny instrumentów finansowych, a kryzys gospodarczy wszystkich innych aktywów (może z wyjątkiem złota i paru innych surowców, które jako tako sobie radziły). Po prostu korporacje nie mają tyle pieniędzy, zresztą spójrzmy na tabelkę ze strony PAIiIZ.

Jak widać, gdyby nie spadek aktywności gospodarczej, to mielibyśmy roczny przypływ BIZ na poziomie 20 mld EUR, a tak sami widzicie, że w I poł. 2009 r. mieliśmy ich zaledwie o równowartości 1 mld EUR. Teraz już wiemy, jak marne są próby perswazji za pomocą tych spotów.

Zamiast tego tak, jak wcześniej wspominałem – harmonizacja podatkowa (choć tu obowiązuje nas też członkostwo w UE).

Żeby jednak nadać większego kolorytu temu wpisowi, to chciałbym dodać, że na Bankier.pl pojawiła się informacja: nawet 40 tysięcy nowych miejsc pracy w ciągu najbliższych lat może powstać dzięki inwestycjom zagranicznym, które wspiera Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Ich łączna wartość to ok. 5,6 mld euro. BIZ nam się odradzają.

Tak na koniec link do tego artykułu: www.bankier.pl/wiadomosc/PAIiIZ-40-tys-miejsc-pracy-dzieki-zagranicznym-inwestycjom-2134834.html

Pozdrawiam czytelników.

Komentarze (6)
Na wakacje do Grecji
 Oceń wpis
   

 

Ciężkie czasy przyszły dla Greków, od kiedy Standard&Poor's nadał tamtejszym obligacjom rangę śmieciową (junk bonds). Zresztą wystarczy spojrzeć na tabelkę ze strony S&P dot. ratingów Hellenic Bonds.


Co dalej?

Cóż inwestorzy mający na celu lokowanie kapitału w mało ryzykowne obligacje zaczną omijać greckie szerokim łukiem, choć co prawda, w światku finansjery obligacje krajów należących do OECD uznawane są za bardzo bezpieczne. Należy tutaj wspomnieć o tym, że przy wariantowaniu decyzji inwestycyjnych jako stopę wolną od ryzyka wybiera się najczęściej obligacje państw UE lub USA, lub Japonii. Tyle mówi teoria, ale nie wydaje mi się, żeby praktycy przyjmowali założenie o 100% bezpieczeństwie greckich obligacji.

Po drugie warto zauważyć, że oprocentowanie greckich papierów dłużnych również rośnie w zatrważającym tempie (pozostało tylko czekać, aż będzie większe od obligacji korporacyjnych). Pomocne będzie rzucenie okiem na wykres dochodowości tego instrumentu.

 


Od 12 kwietnia br. oprocentowanie zaczęło rosnąć bardzo szybko, i tak sobie rosło z 6,672% (żeby była jasność mowa tu o obligacjach 10-letnich) aż do 9,971% w dniu 28 kwietnia br. Dlaczego się zatrzymało właśnie wtedy? Tylko i wyłącznie dlatego, że Grecy zostali zapewnieni o pomocy płynącej z UE i MFW. Sam Olli Rehn (komisarz ds. gospodarczych i walutowych[ ) stwierdził, że:

This is an important day for the future of Greece and the financial stability and economic governance over Europe,”

Nie ma co ukrywać, że to bardzo ważny dzień. Dlaczego?

Jak nietrudno się spodziewać sytuacja w Grecji w końcu przełożyłaby się na standing finansowy całej Unii Europejskiej, co spowodowałoby wzrost obciążeń krajowych budżetów (z raci kosztów obsługi długu).

Kraj
Grecja
Włochy
Euroland
OECD
Dług/PKB (2007)
102,00%
113,00%
72,00%
75,00%

 

Dług ogromny + wysokie oprocentowanie = repudiacja(?)

 

Jak donosi FT: In Greece, the €30bn package of spending cuts and tax increases will push the country deeper into recession, with the economy projected to shrink at least 4 per cent this year and another 1 per cent in 2011.

Cięcia w budżecie spowodują zmniejszenie się wkładu wydatków rządowych do PKB, co będzie powodować contraction. Nic więc dziwnego, że Grecy z zakłopotaniem patrzą na sytuację.

Inną ciekawą wiadomością jest to, że: To boost revenues, all three value added tax tiers will be raised for an overall increase of 10 percentage points – a measure aimed at offsetting shortfalls in collecting direct taxes.

Czyli pan Papandreou jest pod ścianą: albo utrzyma się przy władzy, albo uratuje kraj.

 

 

 

 

 

Komentarze (0)
1 | 2 |
Najnowsze komentarze
2011-05-31 16:45
fundusze inwestycyjne:
Pierwsze koty za płoty
Czekamy na nowe wpisy.
2011-05-31 16:40
ubezpieczenia majątkowe:
Znaczenie wydatków na badania i rozwój.
Otóż to, czyli połowiczny sukces.
2011-05-31 16:38
kredyty hipoteczne.:
WIG w górę! Jak długo?
Raz na wozie raz pod wozem ale w dłuższym okresie - na plus.
O mnie
wakabayashi
Im mniej wiecie, tym lepiej dla Was ;)
Archiwum
Rok 2011
Rok 2010